Muzeum Kresów w Lubaczowie

Rozmowa czternasta. Robert Gmiterek

Lulajżesyneczku – bierzcie i czytajcie zeń wszyscy, oto bowiem słowo ze słów pierwszych utkane…

Za nami 14. rozmowa z cyklu „Rozmów na Pograniczu”. Piękne to wydarzenie. Mądre i jakże potrzebne. Gdzie bylibyśmy, gdybyśmy nie rozmawiali? Może tam, gdzie są ci, którzy nie rozmawiają? Zapewne tam. Tu na Pograniczu te rozmowy są bardzo potrzebne, ale gdzież nie są… Wziąłem udział w zaledwie kilku z nich – nie ten czas, nie to miejsce, nie po drodze… wszak różnie prowadzą nas drogi. Czasem się mijamy, bywa że się omijamy, ale czasami… czasami nasze drogi się łączą/schodzą, bo nie wiem, czy krzyżują i wówczas mamy czas na spotkanie, na rozmowę właśnie. Nie sądziłem, że kiedyś dane mi będzie usiąść przy tym stole i rozmawiać. Pozwolono mi, a więc usiadłem. Nie bez obaw, bo Rozmowy na Pograniczu nie należą do najłatwiejszych.

Bohaterem spotkania był Robert Gmiterek, poeta (przede wszystkim poeta), prozaik, przewodnik metaforyczny, fotograf, redaktor naczelny kwartalnika „Przestrzeń Pogranicza”, ale też listonosz, a więc ktoś, komu nieobca jest droga i rozmowy. Robert wciąż jest w drodze, a kiedy jest się w drodze, widzi się więcej. Czy wszystko? Któż to wie!?

Okazją do spotkania był Lulajżesyneczek. Najnowsze dzieło (tak nie boję się użyć tego słowa), najmłodsze (choć bardzo dorosłe) dziecko Roberta Gmiterka, człowieka, który zna tą przestrzeń jak mało kto. Zna ją od podszewki. Dane mu było zajrzeć tam i poznać to, co niewidoczne dla oczu. Czy wszystko? Któż to wie?! Lulajżesyneczku, to dzieło dojrzałego mężczyzny, który „kołysał” je w sobie przez całe dziesięciolecia, uznając, że gotowe jest by przyjść na świat. Wszystko ma bowiem swój czas, a ten należy do Lulajżesyneczka i jego ojca Roberta Gmiterka.

Roberta poznałem kilka lat temu, ale po lekturze Lulajżesyneczku czuję, że znałem go dużo wcześniej. Czy od zawsze? Nie wiem! Czy po tym spotkaniu w Radrużu znam go bardziej? Nie wiem. A może znam go mniej? Też nie wiem. Wydaje mi się, że po tej rozmowie, więcej mam pytań niż znam odpowiedzi. To chyba jednak dobrze? Dobrze to świadczy i o autorze i o jego powieści. (Moim zdaniem tylko) Cóż by to była za lektura, gdyby tak od razu po pierwszym z nią spotkaniu wszystko było wiadome, znane, oczywiste. Tak, mam świadomość, że są takie książki, gdzie wszystko wyjaśnia się na końcu. Tu tak nie jest. Tak mi się przynajmniej wydaje.

Wiele o tej książce zostanie napisane – ważnych, mądrych słów. Pojawią się recenzje w fachowej literaturze. Wierzę, że doczeka się kolejnych wydań i tłumaczeń – choćby tylko na języki tej przestrzeni, której dotyczy/dotyka. A dotyka przejmująco i ujmująco zarazem.

Gdyby ktoś mnie dzisiaj zapytał – „O czym rozmawialiście?” Nie umiałbym odpowiedzieć. Nie pamiętam! Bo że o książce, to wiadomo. Jest jednak nagranie, więc ta rozmowa nie przepadła. Nie wiem, czy to spotkanie było wystarczająco mądre, odważne, poważne – bo że takie być powinno, to wiem. Ktoś to oceni, osądzi, jeśli zechce. Celem tamtej niedzielnej rozmowy nie było streszczanie książki. Nie po to też wybieram teraz te zdania, żeby cokolwiek wyjaśniać. Lulajżesyneczku to nie jest tylko książka. Czym jest, dla kogo jest… weźcie i przeczytajcie. Nie oczekujcie ode mnie odpowiedzi. Nie mam jej.

Piotr Piela

Fot. Bogusław Pupiec

ZAPRASZAMY DO ODWIEDZIN

ul. Jana III Sobieskiego 4
37-600 Lubaczów

ul. Jana III Sobieskiego 4
37-600 Lubaczów

Radruż 13
37-620 Horyniec-Zdrój

Nowe Brusno 103
37-620 Horyniec-Zdrój

Przejdź do treści