Image Alt

Muzeum Kresów w Lubaczowie

Dwie pamięci. Polityka historyczna Polski i Ukrainy wobec OUN i UPA

Nienawiść wrosła w serca i zatruła krew pobratymczą.

Tymi pamiętnymi słowami polski pisarz Henryk Sienkiewicz kończył swoją monumentalną powieść „Ogniem i Mieczem”, w której tyleż szeroko, co swobodnie odnosił się do dziejów ziem ukrainnych Rzeczypospolitej i tego, jak wydarzenia odległego siedemnastego stulecia poróżniły Polaków i Rusinów. Od czasu napisania pamiętnego i wielokroć cytowanego przez współczesnych zdania minęło już ponad sto dwadzieścia lat, a jednak prawda w nim zawarta pozostaje niestety aktualna. Dobitnie świadczy o tym obecny konflikt na linii Polska – Ukraina obecny między innymi w sferze pamięci obu narodów wokół oceny działalności ukraińskich nacjonalistycznych formacji doby II wojny światowej. Przyjrzyjmy się zatem źródłom tego konfliktu i jego przejawom.

Pamięć polska – martyrologiczna

Ostatni światowy konflikt zakończył się dla państwa i narodu polskiego katastrofą: kraj został doszczętnie zniszczony, śmierć poniosło około sześciu milionów jego obywateli (głównie narodowości żydowskiej i polskiej), przepadł dorobek wielu pokoleń, ponadto oderwane zostały tereny wschodnie, przez stulecia związane z państwowością i kulturą wielonarodowej Rzeczypospolitej. Poza ofiarami obu zbrodniczych totalitaryzmów: niemieckiego i sowieckiego, dziesiątki tysięcy osób zabitych zostało w różnych okolicznościach wskutek działalności Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (frakcji Stepana Bandery), bojówek tej organizacji oraz jej zbrojnego ramienia – Ukraińskiej Powstańczej Armii.

OUN i UPA przeprowadziły w latach 1943–1945 tak zwaną „antypolską akcję” na terenach etnicznego pogranicza, atakując polskie miejscowości, skupiska Polaków w ukraińskich wioskach i nawet pojedyncze osoby. W rezultacie tych zbrodniczych działań śmierć poniosło nie mniej niż 36 tys. osób na Wołyniu, ponad 32 tys. osób w byłej Galicji Wschodniej (okupowane woj. tarnopolskie, stanisławowskie i wschodnia część woj. lwowskiego) i co najmniej kilkanaście kolejnych tysięcy – na ziemiach, które po wojnie pozostały w granicach Polski. Zbrodni dokonywano na osobach cywilnych, zwykle nie posiadających możliwości obrony. Wśród zamordowanych większą część stanowiły kobiety, dzieci i osoby starsze. Nie mniej niż czterysta tysięcy osób zostało zmuszonych wskutek nacjonalistycznego terroru do ucieczki na zachód. Ich mienie zostało rozgrabione, a domy, gospodarstwa i rzymskokatolickie obiekty sakralne – zniszczone lub przejęte przez miejscową ludność ukraińską.

W związku z tym, że po zakończeniu wojny Polska stała się krajem komunistycznym, ofiar zbrodni OUN i UPA nie mogły otwarcie mówić o doznanych krzywdach (pochodziły wszak ze wschodu, z terenów przyłączonych do „bratniego” Związku Sowieckiego). Nie mogli wspominać o tym, że za nową granicą pozostawili swoją przeszłość, majątki, a bardzo często także mogiły najbliższych, którym nie udało się przeżyć niemieckich i sowieckich represji, ale i banderowskich czystek. Nawet po odzyskaniu przez Polskę niepodległości ich ból pozostawał niezrozumiały i czekać musiał na przepracowanie do czasu, aż podmiotowość odzyskają także ofiary Związku Sowieckiego i rodzimych komunistów.

Duża część polskich ofiar OUN i UPA pochowana została pośpiesznie, w miejscach przygodnych, tam, gdzie odbywały się mordy: na polach, w lasach, na uroczyskach, w przydomowych sadach. Rozkładające się ciała wrzucano do naprędce wykopanych dołów. Tylko niektórych pochowano na cmentarzach. Nie dziwi zatem, iż rodziny zamordowanych podjęły u progu lat dziewięćdziesiątych XX w. starania o odnalezienie szczątków ich bliskich i ich godny pochówek. Prace poszukiwawczo-ekshumacyjne prowadzone były od ponad trzydziestu lat. Zaledwie dwadzieścia ekspedycji uzyskało możliwość działania, przez co odnaleziono i ekshumowano mniej niż dziewięćset z około 90 tys. ofiar masakr dokonanych w latach czterdziestych ubiegłego stulecia. Ogromna większość zabitych czeka zatem nadal na odnalezienie i pochówek.

Kwestia ekshumacji pozostaje zatem jednym z kluczowych aspektów dla ułożenia się relacji polsko-ukraińskich na polu historii. O ile w latach 2017–2022 nastąpiła przerwa w pracach wynikła przez wprowadzenie przez Ukrainę zakazu prac, od roku 2023 zostały one stopniowo wznowione. Obecnie trwają w Hucie Pieniackiej, Puźnikach, Ostrówkach i Woli Ostrowieckiej, prowadzone były również w Ugłach. To jednak zaledwie symboliczny wymiar wobec potrzeb: do przebadania pozostaje nawet ponad osiemset potencjalnych zbiorowych miejsc pochówku osób zabitych w latach 1943–1945. To praca na dekady, możliwa do wykonania jedynie przy sprzyjających okolicznościach i przy życzliwym podejściu organów państwa ukraińskiego.

Pamięć ukraińska – heroiczna

Najkrwawszym z epizodów w historii OUN i UPA była „antypolska akcja” – zaplanowane i przeprowadzone z zimną krwią ludobójstwo dokonane na polskiej ludności terenów Wołynia i dawnej Galicji Wschodniej. Mimo to, działalność tych formacji nie ograniczyła się jedynie do antypolskich czystek. Wraz z ponownym wkroczeniem na wspomniane tereny Armii Czerwonej i zaprowadzenia na powojennej Zachodniej Ukrainie totalitarnego stalinowskiego ładu, banderowskie podziemie i partyzantka przystąpiły do bezpardonowej walki z komunistami i wszystkich, kogo uznali za ich współpracowników. Walki były obustronnie brutalne, dochodziło do pacyfikacji całych miejscowości ze strony NKWD i NKGB, a z drugiej strony – nacjonaliści mordowali prawdziwych i domniemanych zwolenników nowej władzy z całymi rodzinami, pod najbardziej błahym powodem. Do końca 1946 r. większość oddziałów UPA została rozbita, agonia partyzantki trwała do końca lat czterdziestych XX w. Podziemie OUN przetrwało w szczątkowej formie do końca lat pięćdziesiątych. W walce zginęło nie mniej niż kilkanaście tysięcy ludzi, a w ramach odwetu za działania „leśnych” Sowieci deportowali w głąb Związku Sowieckiego ponad dwieście tysięcy osób. Z rąk członków OUN i UPA zginęło około ośmiu tysięcy żołnierzy i funkcjonariuszy reżimu oraz ponad dwadzieścia tysięcy cywilnych Ukraińców.

Podczas dominacji komunizmu na terenach ukraińskich nie istniała możliwość zmierzenia się z trudną przeszłością. Panteon Sowieckiej Ukrainy zapełnili działacze komunistyczni, weterani Armii Czerwonej, wszelkie postaci związane z walką o niezależność znalazły się poza marginesem oficjalnej historii. Historycy byli w pełni oddani partii, a każdy nieodpowiedni ruch z ich strony mógł skutkować zwolnieniem z pracy lub więzieniem. Ukraińskość została zredukowana jedynie do roli przybudówki „wielkiego narodu rosyjskiego” i traktowana była jako gorsza wersja rosyjskości.

Sytuacja ta zaczęła się gwałtownie zmieniać od końca lat osiemdziesiątych. Wraz z erozją komunistycznego systemu stopniowo uniezależniały się od partii ukraińska kultura i nauka, szczególnie na zachodzie kraju. Stawały one w sprzeczności do rosyjskości, nadal jednak pozostawały przesiąknięte duchem sowieckim, czego zatrute owoce dostrzec można i do dziś. Wraz ze zwycięstwem na Ukrainie „Pomarańczowej Rewolucji” i obrania przez państwo ukraińskie kursu na zbliżenie z Zachodem, nastąpił proces dekomunizacyjny, jednak jego przejawy objęły głównie przestrzeń publiczną. Jednocześnie nastąpił proces budowy narracji heroicznej o OUN i UPA, jako głównych bohaterach narodu ukraińskiego w minionym stuleciu. Bohaterowie mają zwykle to do siebie, że są nieskazitelni, szlachetni, jednym słowem – są bohaterami. W ten sposób formacje odpowiedzialne za masowe zbrodnie na cywilach stały się elementem tworzenia nowej ukraińskiej tożsamości. Procesowi temu towarzyszą liczne działania na rzecz zakłamywania rzeczywistej wersji historii, nawet wbrew informacjom, jakie zawarte są w dokumentach wytworzone przez nacjonalistyczne organizacje.

Wbrew zaklinaniu rzeczywistości (także ze strony licznych polskich postaci życia publicznego) iż ukraiński nacjonalizm jest zjawiskiem wyłącznie antyrosyjskim, wydarzenia ostatnich tygodni dobitnie pokazały, że może być inaczej. Niepokoić powinno bezrefleksyjne stawianie wśród najważniejszych Ukraińców osób, które miały na rękach krew tysięcy bezbronnych ofiar – Polaków, Żydów, Ukraińców. Ukraińska pamięć państwowa zabrnęła w ślepy zaułek, co podyktowane było doraźnymi korzyściami politycznymi grupy rządzącej obecnie Ukrainą. Niestety, jak zwykle w podobnych sytuacjach, kiedy historia zostaje zakładnikiem polityki, rachunek za to przyjdzie jednak zapłacić nie politykom, a państwu ukraińskiemu i jego społeczności.

Pamięć heroiczna o OUN i UPA stała się pamięcią państwową – instytucjonalną. Ten rodzaj pamięci ma to do siebie, iż nieodłącznie związany jest z mechanizmem wyparcia. Na Ukrainie teoretycznie zatem istnieje miejsce dla ofiar polskich, żydowskich i innych. Owiane mgłą niedopowiedzeń i jawnych fałszerstw historii, dokonywanych na bieżąco ze strony „naczelnych” publicystów mieniących się – o ironio – historykami – istnieć będą na marginesie oficjalnego heroicznego obrazu przeszłości OUN i UPA. Ich apologeci, być może nie zdając sobie z tego sprawy, pełnią tam podobną funkcję, jak „historycy” rosyjscy, niezdolni do własnej refleksji, pozbawieni odwagi by wyjść poza główny nurt bohaterskiej (niepełnej) narracji.

Nie bójmy się tych stwierdzeń – polska pamięć zbiorowa musiała zostać podobnie przekształcona w procesie radzenia sobie z własnymi trudnymi kartami historii, takimi jak uznanie winy za zbrodnię na ludności żydowskiej popełnioną przez Polaków w Jedwabnem (oraz innych miejscowościach) czy zdanie sobie sprawy z różnych odcieni szarości, jakimi charakteryzowała się działalność tak zwanych Żołnierzy Wyklętych – członków antykomunistycznego podziemia zbrojnego, którzy kontynuowali działalność partyzancką po zakończeniu II wojny światowej. Czy zatem pamięć ukraińska również musi przejść podobną drogę przed dopuszczeniem do siebie niechcianej prawdy? Tak stać się powinno, ale wcale nie znaczy to, że tak będzie.

Tytułem konkluzji: rozwiązać nierozwiązywalne?

Dwie opisane wyżej pamięci stoją w sprzeczności wobec siebie i na chwilę obecną nie istnieje pole, na którym mogłyby one się spotkać. Bohaterowie nie mogą przecież być odpowiedzialni za masowe zbrodnie na bezbronnych, w dodatku dokonywane niejednokrotnie ze skrajnym okrucieństwem. Musieliby wówczas przestać być bohaterami.

W tej perspektywie koniecznością wydają się pogłębione badania naukowe dotyczące liczby ofiar OUN i UPA i ustalenia ich personaliów. Mechanizm zbrodni został już dobrze opisany, dwadzieścia lat temu… Puste sformułowania polityków o tym, że wydarzenia z przeszłości muszą zostać najpierw zbadane przez historyków, a obecnie skupić się należy na współpracy wymierzonej w Rosję, przyniosą tylko odwrotny rezultat – irytację i niedowierzanie. Wtedy za kolejne dziesięć, dwadzieścia, czy trzydzieści lat możemy ponownie znaleźć się w sytuacji, w której tkwimy obecnie, która przecież nie jest dobra ani dla Polski, ani dla Ukrainy.

Warunek pojednania na gruncie przeszłości pozostaje niezmienny – jest nim bezwarunkowe uznanie godności cywilnych ofiar, przyznanie im podmiotowości i prawa do pochówku oraz potępienie sprawców zbrodni. Może to wydać się trudne, ale nie istnieje inny szlak do zamknięcia najtragiczniejszej karty polsko-ukraińskiej historii. Dla strony polskiej zagadnienie to może również okazać się złożone, zwłaszcza w przypadku, kiedy mowa będzie o zbrodniach dokonanych przez Polaków na ludności ukraińskiej. Choć wydarzenia te były mniej liczne, a liczba ofiar ukraińskich jest nieporównywalnie mniejsza od polskiej hekatomby, wszystkie ofiary zasługują na wspólną pamięć, szacunek i prawo do godnego pochówku i upamiętnienia. W żaden sposób nie można z grona ofiar wyłączyć co najmniej trzynastu-czternastu tysięcy cywilnych Ukraińców, którzy zostali zabici tylko dlatego, że byli Ukraińcami.

Na chwilę obecną prawdziwe pojednanie polsko-ukraińskie wokół tragicznej przeszłości wydaje się mało prawdopodobne. Nie oznacza to jednak, że kwestia ta już została przegrana i że to, co nie udało się obecnie, nie będzie możliwe w przyszłości. W jak odległej przyszłości? Pytanie to pozostaje otwarte.

Damian Karol Markowski

***

Artykuł nawiązuje do wykładu dr hab. Damiana Markowskiego, prof. Instytutu Pileckiego, wygłoszonego w Muzeum Kresów w Lubaczowie w niedzielę, 12 lipca 2026 r. Wykład był jednym z wydarzeń w ramach obchodów Narodowego Dnia Pamięci o Polakach – Ofiarach Ludobójstwa dokonanego przez OUN i UPA na ziemiach wschodnich II Rzeczypospolitej Polskiej, zorganizowanych przez Towarzystwo Miłośników Lwowa i Kresów Południowo-Wschodnich Oddział w Lubaczowie, Województwo Podkarpackie, Powiat Lubaczowski, Miasto Lubaczów i Gminę Lubaczów, a także Hufiec Związku Harcerstwa Polskiego im. ks. hm. Wiktora Haasa-Paneckiego w Lubaczowie, Jednostkę Strzelecką 2033 im. gen. Józefa Kustronia w Lubaczowie, Instytut Pamięci Narodowej Oddział w Rzeszowie, Muzeum Kresów w Lubaczowie, Powiatowe Centrum Kultury w Lubaczowie, Miejską Bibliotekę Publiczną im. Władysława Broniewskiego w Lubaczowie, Parafię pw. św. Stanisława BM w Lubaczowie oraz Światowy Związek Żołnierzy Armii Krajowej Koło Obwodu Lubaczów.

ZAPRASZAMY DO ODWIEDZIN

ul. Jana III Sobieskiego 4
37-600 Lubaczów

ul. Jana III Sobieskiego 4
37-600 Lubaczów

Radruż 13
37-620 Horyniec-Zdrój

Nowe Brusno 103
37-620 Horyniec-Zdrój

Przejdź do treści