Muzeum Kresów w Lubaczowie

Rozmowa trzynasta. Jarosław Giemza

O ikonach, ikonostasach, cerkwiach i nie tylko z Jarosławem Giemzą rozmawia ks. Marek Wojnarowski.

Spisał Robert Gmiterek

Jarosław Giemza – historyk sztuki, kierownik Działu Sztuki Cerkiewnej Muzeum-Zamku w Łańcucie, największe muzeum sztuki cerkiewnej w Polsce, ale chyba jedynego muzeum, które robi się coraz mniejsze, gdyż wiele obiektów, które trafiły tam w latach pięćdziesiątych, dzisiaj wraca na swoje miejsca. Współzałożyciel i członek Komisji Konserwatorskiej Greckokatolickiej Archidiecezji Przemysko-Warszawskiej, autor licznych publikacji na temat sztuki sakralnej, ekspert instytucji państwowych oraz kościelnych w zakresie oceny przedmiotów zabytkowych i realizacji prac konserwatorskich. W latach 80. i 90. XX w. współorganizator cyklu praktyk studenckich służących inwentaryzacji i zabezpieczeniu opuszczonych cerkwi, koordynator i uczestnik kilku międzynarodowych projektów badawczych, autor i komisarz wystaw sztuki cerkiewnej, projektant malarskiego wystroju kilkunastu współczesnych cerkwi i kościołów. Przewodnik górski i terenowy.

Ks. Marek Wojnarowski – polski duchowny rzymskokatolicki, historyk sztuki. Jeszcze w dzieciństwie za sprawą swojego krewnego, zatrudnionego w Muzeum Budownictwa Ludowego w Sanoku, Mieczysława Granatowskiego, zainteresował się sztuką cerkiewną. Od 2006 r. wykładowca historii sztuki kościelnej i symboliki ikon w przemyskim Wyższym Seminarium Duchownym. W tym samym roku został dyrektorem Muzeum Archidiecezjalnego w Przemyślu. W latach 2007–2013 wykładał historię sztuki i zagadnienia dotyczące sztuki sakralnej w Państwowej Wyższej Szkole Wschodnioeuropejskiej w Przemyślu. Od października 2024 r. zatrudniony w Państwowej Akademii Nauk Stosowanych w Przemyślu. W 2007 r. objął funkcje Archidiecezjalnego Konserwatora Zabytków i Przewodniczącego Komisji Artystyczno-Budowlanej. W 2023 r. na Wydziale „Artes Liberales” Uniwersytetu Warszawskiego uzyskał stopień doktora w dziedzinie nauk humanistycznych w zakresie nauki o kulturze i religii (praca dotyczyła wierzeń eschatologicznych, obrazowanych na ikonach Sądu Ostatecznego). W 2022 r. został odznaczony Brązowym Medalem „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”.

Zapis tej, tak przyjacielskiej, żywiołowej i jednocześnie precyzyjnie, do ostatniej głoski wyartykułowanej Rozmowy wydaje się niemożliwy i zgoła niepotrzebny. Lepszy byłby tu zapis emocji jaką rozmowa, w pierwszej części perypatetyczna, oprowadzająca we wzorcowym dla niej wnętrzu cerkwi pod wezwanie świętej Paraskewy (męczennicy, czy mniszki?), w otoczeniu całego Zespołu Cerkiewnego, z bramą, dzwonnicą i kostnicą, w drugiej statyczna, na ile to możliwe w przestrzeni wystawienniczej i spotkaniowej zaadoptowanej na potrzeby Zespołu z dawnej świetlicy wiejskiej. Jednak emocje, które były dostępne dla obecnych na spotkaniu, mogą być niewystarczająco czytelne dla czytelników, dlatego też na podstawie notatek, które powstały na bieżąco w trakcie rozmowy, a także późniejszej konfrontacji tych notatek z zapisem wykładu pt. „Świątynia i ikona w Kościele Wschodnim” Jarosława Giemzy z 22 lutego 2021 roku, pomiędzy wrażeniami i wnioskami z Rozmowy na Pograniczu umieściłem zapis tych fragmentów rozmowy i wykładu (zaznaczone kursywą), które wydały mi się najbardziej reprezentatywne dla jej tematu, a dla słuchaczy, czy też późniejszych czytelników najbardziej odkrywcze, choć przecież tak nieoczekiwanie oczywiste.

Na początku warte podkreślenia jest to, że obaj rozmówcy widzą, zgadzają się, a nawet mocno akcentują wspólnotę i wypracowaną wspólną tradycję Kościołów Zachodniego i Wschodniego, będących wszak przed podziałem chrześcijaństwa jednym Kościołem. Ten punkt widzenia nie wywodzi się tylko z idei, ale i z widocznych niemal we wszystkich formach (liturgia, architektura, malarstwo) praktycznych podobieństw.

[Kościół Wschodni, tutaj na naszych ziemiach jest kościołem rodzimym, bo on istnieje tutaj od tysiąca lat, tak jak kościół tradycji łacińskiej. Do końca czternastego wieku granica między Rusią, a Polską była mniej więcej na wododziale Wisłoka, Wisłoki.

Jeszcze pięćset lat temu kościół nie różnił się specjalnie w tym względzie od cerkwi.

Tym czym różni się świątynia wschodniochrześcijańska od kościoła łacińskiego jest to, że w cerkwiach zachowany jest zazwyczaj trójpodział, podział na trzy części. Od wschodu, bo świątynie chrześcijańskie są orientowane, mamy sanktuarium, później tak zwaną nawę, to jest część przeznaczoną dla wiernych, a od strony zachodniej tak zwany prytwor, który jeszcze nie tak dawno tak nieparytetowo nazywany był babińcem.

To, co dotyczy obrazu, czy wystroju świątyni, relikwii, to jest wspólne dziedzictwo całego Kościoła. Kiedy sobory przyjmowały kanony o kulcie obrazów i relikwii w Kościele, Kościół był jeszcze niepodzielony, bo to jest koniec wieku ósmego. W Nicei odbył się sobór w roku 787 , który zmuszony był przyjąć kanony i zapisać dla wiernych podstawę i uzasadnić dlaczego może istnieć kult, szacunek, cześć oddawana, poszanowanie dla wizerunku.

Tradycja wystroju świątyni jest wspólna dla wschodniego i zachodniego chrześcijaństwa. W części, w której sprawuje się eucharystię, sanktuarium, czy prezbiterium w jakiś sposób podkreślona jest ta jej sakralność poprzez umieszczenie przegrody, czy obrazów w tej przegrodzie.

Często w dolnej partii, w kościołach, znajdują się tak zwane balaski, lektorium, wszystkie te elementy [ikonostas, belka tęczowa – przyp. R.G.) podkreślają sakralny charakter tej przestrzeni, gdzie wystawiony jest stół ofiarny w świątyni.]

Jarosław Giemza

Architektoniczny porządek cerkiewny na terenie dzisiejszej Polski i zachodniej Ukrainy, na łuku Karpat jak zauważa Jarosław Giemza wywodzi się bezpośrednio z Grecji. A przywędrował do nas przez Armenię i Gruzję.

[Ikony narracyjne to są te które ludziom miały przywoływać na pamięć, na myśl, czasy ostateczne.

Są takie dwa duże cykle prawie zawsze występujące kiedyś w kościołach, w cerkwiach do dzisiaj, to jest cykl Sądu Ostatecznego, a drugi to jest cykl Męki Pańskiej.

W tym Raju [w przedstawieniu Raju na ikonie – przyp. R.G.] najczęściej my mamy Bogurodzicę, która jest w towarzystwie między innymi Dobrego Łotra, bo o Dobrym Łotrze wiemy z Ewangelii, bo on był w Raju. Chrystus na Krzyżu powiedział mu, że będzie w Raju. Jeżeli my w tym raju widzimy postać, która wygląda jak Chrystus, bo ma tylko perizonium, przepaskę na biodrach i trzyma krzyż, to jest Dobry Łotr. Dobry Łotr jeszcze dwieście, trzysta lat temu był często patronem kościołów, świątyń. To był ten taki pewny święty, ten, o którym wiemy na pewno, że znajduje się w Raju.]

Jarosław Giemza

Na niemal nieznaną, zapomnianą postać Świętego Łotra, Dobrego Złoczyńcy zwrócił uwagę ks. Marek Wojnarowski. Musieliśmy się przyznać przed sobą, że bardziej pewnego i oczywistego świętego ze świecą szukać.

[Mówię o Kościele i o cerkwi. W tym soborze [Nicejski – przyp. R.G.], który właściwie skodyfikował dla nas, dogmat, czy zapisy kanoniczne o obrazie. […] sobór dawał wykładnię dlaczego możemy mieć obrazy w świątyniach. Pierwszym elementem to jest stworzenie człowieka na obraz i podobieństwo Boże, a potem wcielenie. Bóg przyjął ciało człowieka i Boga oglądaliśmy twarzą w twarz. Dlatego Boga, Chrystusa możemy pokazywać na obrazach, ponieważ widzieliśmy go, ponieważ wcielił się w człowieka. Natomiast każdy inny obraz jest obrazem chrystocentrycznym.

Lata praktyki tworzą tradycję.]

Jarosław Giemza

Lata praktyki tworzą tradycję

– ten cytat z wykładu Jarosława Giemzy warto sobie zapamiętać. Wydaje mi się, że najtrafniej definiuje pojęcie tradycji. O wiele trafniej, niż wszystkie inne szeroko rozbudowane definicje. Tradycja to czas i działanie.

[Dzisiaj często można usłyszeć, czy przeczytać w publikacjach, że ikona to nie jest obraz, że ikony się pisze, ikon się nie maluje. Moim zdaniem nic bardziej mylnego, bo przez te pierwsze tysiąc lat kościół był dwujęzyczny, dokumenty soborowe były przyjmowane w języku greckim i łacińskim. Tam gdzie mamy łacińskie imago, obraz, jest greckie eikon, to jest to samo, to jest obraz, wizerunek. Ważne jak to się rozumie, nie można przeciwstawiać obrazu ikonie. Jeśli mówimy o obrazie liturgicznym, to tym samym jest obraz w kościele i tym samym ikona w cerkwi. A drugie. Czy się pisze, czy się maluje? Cóż, zależy to od języka jakiego się używa w danym regionie. Język cerkiewnosłowiański nie jest jednorodny. W naszym regionie tutaj, w tradycji ukraińskiej, czy bułgarskiej, czy greckiej, słowo samo – pisanie nie funkcjonowało, to jest rusycyzm, który pojawia się w dziewiętnastym wieku. Tutaj malarze nawet jak podpisywali się na obrazie, pisali o sobie nowohrisznyj, czyli wielcegrzeszny, malarz taki, a taki, rzadko pisatiel było umieszczane. Nie ma sprzeczności, nie ma co kruszyć kopi o nic, można malować i można pisać. Ważne – jak. Czy są to wizerunki godne i czy mają ten liturgiczny charakter.]

Jarosław Giemza

Iście salomonowy wyrok wydaje tu Jarosław Giemza w sporze pisarzy ikon z malarzami, choć ks. Marek Wojnarowski jest bardziej stanowczy i nie zgadza się na pisanie. Koronnym argumentem jest tu rusycyzm, który wtargnął do tutejszego języka ze zgrzytem. Nawiązując zaś w tym miejscu do ikonostasu, Jarosław Giemza przyznaje, że wolałby raczej używać terminu przegroda, zasłona, czyli katapetasma. A co do malowania, to obaj rozmówcy powołują się na anegdotę, w której Stwórca w odpowiedzi na dylematy i wątpliwości malarza Jana Styki, o to jak ma go malować rzecze:

Ty Mnie nie maluj na kolanach – ty Mnie maluj dobrze!

Drzwi do świątyni i symbole, solarny i lunarny.

[W górnej części jest słońce, w dolnej księżyc. To są takie dwa ważne elementy, w ogóle dla chrześcijan, bo Słońce jest Nowym Testamentem, znakiem nowego testamentu, Księżyc to jest synagoga, to jest Stary Testament i często na obrazach ukrzyżowania po bokach krzyża jest słońce i księżyc. Bo w krzyżu Chrystusa i odkupieniu spotyka się Stary i Nowy Testament. Słońce jest właśnie tym nowym, księżyc jest starym. Oprócz tego to ma jeszcze konotacje apokaliptyczne, bo odnosi się do końca świata, że słońce w wór się oblecze, a księżyc będzie czerwieniał, nawiązanie do apokalipsy św. Jana.

Drzwi carskie, to nie drzwi dla cara, to drzwi dla Króla Chwały, czyli dla Chrystusa.]

Jarosław Giemza

Kolejna „rozbrojona mina”, na którą wpadają niemal wszyscy, którym wydaje się, że wiedzą, bo usłyszeli gdzieś, bo tak mówił ktoś, bo tak się mówi. Bardzo jasno, przejrzyście wyjaśnia nam Jarosław Giemza problem formy krzyża i symbolikę półksiężyca.

[Można gdzieś usłyszeć, że krzyż z ukośnym podnóżkiem, to jest krzyż prawosławny, a krzyż z prostym podnóżkiem, albo na księżycu, to jest greckokatolicki, ale tak nie jest. Krzyż o trzech poprzeczkach, gdzie dolna jest prosta, to jest po prostu dawny krzyż, najstarsza forma krzyża. Ta górna poprzeczka, to jest titulus, to jest to miejsce, gdzie napisane było „Jezus Chrystus, Król Judei” i to jest ten element krzyża. Dolna poprzeczka to jest podnóżek, do którego były przybite stopy Chrystusa i może też ktoś zwrócił uwagę, że w starej ikonografii, w kościołach również, w stopach są dwa gwoździe, ale w tradycji kościoła zachodniego zostało to zmienione i tam jest jeden gwóźdź w stopach. Istotne i nieistotne. W kościołach znajdziemy wizerunek z dwoma gwoździami i taki z jednym gwoździem. Ten z dwoma gwoździami jest najczęściej starszy. Ale mówiąc o podnóżku, młodszą formą jest ta, w której podnóżek jest ukośny i tu wiele elementów apokryficznych przemawia za tym. Jest nawet takie przedstawienie, że Chrystus odkupił ludzi i sam wstąpił na ten krzyż. W piętnastowiecznych, szesnastowiecznych polichromiach są nawet takie przedstawienia, gdzie on opiera stopę na podnóżku i sam wchodzi na krzyż. Ukośna poprzeczka prawdopodobnie wzięła się z chęci oddania przestrzennie malarsko tego podnóżka. Ale na tym nabudowano interpretację, taką teologiczną. Bo jeżeli ten podnóżek jest ukośny, to wyższa część powinna być przy prawym ramieniu Chrystusa i ten ukośny podnóżek jest znakiem bożej łaski. To tak najprościej mówiąc, dzięki łasce Chrystusa właśnie zbawienia dostąpił Dobry Łotr i tak na dobra sprawę ten górny kierunek poprzeczki ma pokazywać tę drogę, która czeka Dobrego Łotra.

Każdą z form krzyża można postawić na sierpie księżyca. Błędna i późna interpretacja tego przedstawienia, to jest zwycięstwo nad muzułmanami, ale pierwotna, ta podstawowa, to jest taka, że sierp księżyca, to jest Stary Testament. To przedstawienie tego, że dokonało się na krzyżu to, co zapowiedziano w Starym Testamencie. Ten sierp księżyca pod krzyżem, to jest Nowy Testament wyrastający ze Starego i jakakolwiek ta forma by nie była, czy miałaby dwie poprzeczki, czy trzy poprzeczki, czy ukośną, każda z tych form krzyża może zostać umieszczona na sierpie księżyca. No i forma sama krzyża, jaka by ona nie była nie jest wyróżnikiem wyznania w chrześcijaństwie, to jest tylko kwestia tradycji, którą dany kościół najczęściej stosuje, ale możemy spotkać w Kościele Łacińskim takie formy krzyża, czy krzyż z jedną poprzeczką w Kościołach Wschodnich, to nic nadzwyczajnego.]

Jarosław Giemza

Wreszcie to, co najważniejsze, ikony.

[W tradycji malowania ikon od ponad tysiąca lat niewiele się zmieniło.

Jak wyglądają najstarsze zachowane ikony? Ikona z trzynastego wieku świętego Jerzego. To są deski robione toporem, a szpongi, które usztywniają całą deskę, są tylko nabijane, kołkowane do odwrocia ikony. To jeden z głównych męczenników chrześcijańskich tu ukazanych jako wojujący. Często jednak święty Jerzy ukazywany jest jako męczennik w długiej szacie i stojący z krzyżem w dłoni.

Ikona świętej Paraskewy. Tych świętych o takim imieniu było więcej niż jedna. Mamy męczennicę grecką z początków chrześcijaństwa i mamy z przełomu pierwszego i drugiego tysiąclecia mniszkę, w tradycji wschodniej mówi się prepodobna, taka, która swoim życiem naśladowała Chrystusa pobożnym życiem, a męczennica to ta, która oddała życie. Na tej omawianej ikonie wysoka postać św. Paraskewy, to jest ta mniszka i jej żywot [cztery obrazy – przyp. R.G.) jest zobrazowany po jej prawej ręce, od powołania po jej przybycie do Konstantynopola, natomiast nad jej lewym ramieniem jest taka mała postać i to jest z kolei Paraskewa męczennica i jej żywot jest po stronie lewej.]

Jarosław Giemza

Na koniec o sztuce, która choć inspirowana liturgią, do liturgii nie inspiruje, a jednak jest na tyle istotna, by być zauważona i komentowana. Tu przywołuje rozmówca postać Małgorzaty Dawidiuk, której wystawa ikon zawitała do cerkwi świętej Paraskewy w Radrużu w 2012 r.

[Jest różnica między obrazem liturgicznym, który powinien znaleźć się w kościele, czy w cerkwi, a obrazem, który jest inspirowanym religią. Nie każdy obraz religijny nadaje się do umieszczenia w świątyni.

Małgorzata Dawidiuk wykorzystała zniszczone elementy pochodzące ze świątyni. W trakcie remontu deski, które niegdyś były konsekrowane, na przykład z szalunku cerkwi, czy kościoła, czy fragmenty słabo zachowanych, czy szczątkowo zachowanych malowideł. Ona takie drugie życie im daje, że zachowuje te fragmenty i komponuje z nich postaci. Nazywa te kompozycje cieniami, a wydobywa je złoceniami i nimbami, które dodaje w tle. To jest jakby drugie życie poświęconych kiedyś, sakralizowanych elementów, które zgodnie z przepisami prawa kościelnego w sposób godny powinny być zniszczone, spalone, nie powinny być profanowane. Ale nie możemy o tych obrazach myśleć jako o takich, które umieścimy w kościele, czy w cerkwi jako wizerunki.]

Jarosław Giemza

Przytoczone powyżej fragmenty, to tylko posmak tego, co otrzymaliśmy od Rozmówców na żywo. Rozmowa rozbudziła ciekawość i apetyt na więcej, i choć znacznie przekroczyła zwyczajowy czas rozmowy, pozostawiła wielki niedosyt. Świat ikon jest tak bogaty w zaświaty ukryte za zasłoną, że będziemy do niego zawsze wracać, jest do czego, zwłaszcza z takimi Przewodnikami jak Jarosław Giemza i ks. Marek Wojnarowski.

ZAPRASZAMY DO ODWIEDZIN

ul. Jana III Sobieskiego 4
37-600 Lubaczów

ul. Jana III Sobieskiego 4
37-600 Lubaczów

Radruż 13
37-620 Horyniec-Zdrój

Nowe Brusno 103
37-620 Horyniec-Zdrój

Skip to content