Rozmowy na Pograniczu. Rozmowa dziesiąta
Wokół „Okaleczonego Pogranicza”.
Stanisław Kryciński – z wykształcenia chemik, a z zamiłowania – historyk i krajoznawca. Autor wielu publikacji dotyczących południowo-wschodniego pogranicza. Bieszczady, Beskid Niski, Łemkowszczyzna, Pogórze Przemyskie – to krainy, które sobie szczególnie upodobał. Jego książki są wynikiem dbałości o zachowanie ich materialnego, przyrodniczego i kulturowego dziedzictwa w pamięci. W latach 1980–1986 organizator obozów inwentaryzatorskich „Nadsanie” na terenie Pogórza Przemyskiego i Bieszczadów. Działacz Społecznej Komisji Opieki nad Zabytkami Sztuki Cerkiewnej przy Towarzystwie Opieki nad Zabytkami.
Agnieszka Piela – od lat wsłuchuje się w historie ludzi stąd i notuje w pamięci ich wspomnienia. Próbuje tę pamięć zatrzymać, pisząc o ludziach i miejscach, których już nie ma… Najpierw na kartach kwartalnika „IGŁA – Informatora Gminy Łabunie”, potem na łamach „Kroniki Tygodnia”, czasami „Zamojskiego Kwartalnika Kulturalnego”, ostatnio przez trzy lata w Radiu Lublin. Od marca jest pracownikiem Książnicy Zamojskiej im. Stanisława Kostki Zamoyskiego w Zamościu.
Trylogia z Pogórza Przemyskiego Stanisława Krycińskiego „Tajemnice Doliny Wiaru”, „W krwawym zakolu Sanu” i „Okaleczone pogranicze” pod wspólnym tytułem „Pogórze Przemyskie” stała się kanwą dla rozmowy o indywidualnych i zbiorowych historiach mieszkańców tej krainy i zmianach, zarówno gwałtownych, jak i naturalnych, jakie zaszły i zachodzą w jej krajobrazie kulturowym. Pośród innych ważkich pytań, jakie pojawiły się podczas rozmowy, jedno niezadane wprawdzie wprost, ale wiszące w powietrzu i przewijające się niczym leitmotiv w dyskusji wydało mi się najistotniejsze – czy z „okaleczenia” pogranicza jesteśmy w stanie wyciągnąć jakieś konstruktywne wnioski na przyszłość, czy rany zadane pograniczu zabliźniły się i możemy pisać historię miejsca nie zrywając z jego tradycją, językami, etnosami, dobrą i złą stroną, ze wszystkim, co miejsce współtworzyło w dobrej i złej wierze?
Stanisław Kryciński na to pytanie odpowiadał przez dobre dwie godziny, dłużej i więcej niż zwykło się to robić na spotkaniach autorskich. I nie powinno nas to dziwić. Rozmowy na Pograniczu to rozmowy, więc wykraczają poza zwyczajową miarę czasu. Agnieszka Piela przypilnowała już tego, aby czasu nie pilnować i pozwolić zaproszonemu gościowi odpowiedzieć ze swadą, przekonaniem, precyzją i głęboką znajomością tematu i problemu.
Dziwna to była opowieść o ziemi, którą w notatkach do spotkania próbowała naszkicować na podstawie lektury Agnieszka Piela.
Notacje:
(Ruś – Księstwo Halicko-Wołyńskie, Włodzimierskie (1199 – 1349/92), potem były to ziemie Korony, po I rozbiorze Austriacy nazwali te ziemie Galicja i Lodomeria). Były to tereny wielokulturowe – mieszkali tu Polacy, Rusini, Żydzi, Niemcy. Miejsce spotkań rytu greckiego i łacińskiego. Granica między obrządkami tak naprawdę przechodziła w Galicji – przez łoże małżeńskie… Był czas spokoju – do czasu – zaczęło się od nierównego traktowania duchownych i wiernych obrządku greckokat. Po I rozbiorze, gdy władze stolicy apostolskiej swoje, a teolodzy swoje, 1863 r. Concordia i praktyka zwyczajowa. System mógłby się sprawdzić, gdyby nie sprawy narodowościowe, które stały się nagle dość istotne… formalny podział zaczął ewoluować, łacińskość = polskość, greckokatolickość = ruskość, z czasem ukr. Co zafundowano rodzinom, czym to było w sytuacji pokojowej – wzbogaceniem kulturowym pejzażu wsi, w konflikcie – śmiertelnie niebezpieczne…
W l. 40 XX w. nastąpiło apogeum konfliktu polsko- ukraińskiego – ideologia narodowościowa wzięła górę, ale wróćmy jeszcze na chwilę do wieków poprzednich… bo ta ziemia rezydencji ziemiańskich i możnych rodów widziała wiele m.in. – prywatne wojny – sprzeczka o gospodę (Stadnicki), więzienie żony do śmierci (Ossoliński Mikołaj), historię znanej z wielkiej urody matki 4-czworo nieślubnych dzieci i ok. 60 ofiar naiwnej miłości, mówię tu o La Belle Gabrielle – Katarzyna Joanna Gabriela Bobrowicz-Jaworska z Gały Ropczyckiej (żona Franciszka Xawerego Mikołaja Starzeńskiego), ziemia miała przedsiębiorczych posłów (Tyszkowscy Józef i Paweł) – jak można wygrać kolejne wybory nie odzywając się w sejmie… atrakcyjna osadniczo, źródła solne, kolonizacja wołoska… Co po nich, po tych rodach, po wiekach zostało dziś? Zamki, pałace, dwory…
Zanim rozpętał się konflikt polsko-ukr. i akcja „Wisła”- Pogórze Przemyskie było areną różnych akcji… kolonizacja józefińska [ – by podnieść poziom cywilizacyjny, a tak naprawdę prowadziła do podziałów wśród chłopów…], II poł. lat 30 XX w. polonizacja społeczeństwa ukraińskiego – robiono to na siłę [rósł opór wielu Rusinów nieposiadających świadomości narodowej, w krótkim czasie doszło do tego, że wyrażali wolę bycia Ukr. niż Polakami], odbieranie cerkwi [Kuźmina], w których odnajdowano ślady polskości, uznawano, że cerkiew była kościołem [tu pojawia się Towarzystwo Rozwoju Ziem Wschodnich…], burzenie cerkwi 1938 r. na Chełmszczyźnie, manifestacje patriotyczne i wywieszanie flag, współcześnie w latach 80-tych XX w. akcja estetyzacji terenu… [tego to już Pan doświadczył, pisał, konserwator Tur], nie zapominajmy o Trójcy i Jaroszewiczu i Arłamowie – gdzie powstał ośrodek wypoczynkowy dla urzędu rady ministrów…
W 1944 r. ustalono granicę. Historyczna ziemia przemyska została przedzielona. W Polsce w nowych granicach pozostało ok. 650 tys. Ukrańców. Podpisano umowę o wymianie ludności. Do końca roku na wyjazd zdecydowało się jedynie 40 tys. osób, termin wydłużono, ale równolegle rozpoczęły się brutalne wysiedlenia przez wojsko…
Ukraińcy realizowali rozkaz Oresta by zwalczać akcje przesiedleńcze, zabijali Polaków, którzy szkodzili sprawie, mieszali się do polityki i przeszkadzali… Oba narody zostały skrzywdzone po obu stronach. Co Pana zdaniem „poszło nie tak”? Piłsudski mówił, że nie ma wolnej Polski, bez wolnej Ukrainy…
Pogranicze jak każde – czy to bieszczadzkie, lubaczowskie, czy tomaszowsko-hrubieszowskie jest mocno okaleczone, nie mówię tu o wojnach, mordach, ciszy i braku ludzi… tu niszczeją zabytki, aleje drzew, przydrożni świadkowie, krzyże i figury pozostałości po cerkwiach, same cerkwie, niszczeją cmentarze, a przecież istnieje zapis instrukcja komisji episkopatu z 1987 r., że należy dbać o cmentarze… znikają nazwy Ruskie, Rustykalne… nie moje, nie nasze, to czyje? Dlaczego tak się dzieje i czyje to dziś dziedzictwo?
Czy dziś Pogórze Przemyskie to bardziej „kraina ruin i ciszy”, czy raczej miejsce odradzającej się tożsamości…
Czy przeznaczeniem pogranicza jest prowadzić dialog czy wojnę…
Co ciekawe Stanisław Kryciński nie odpowiadał wprost, nie odnosił się bezpośrednio do pytań zadanych i niezadanych. Wszystko jest zapisane, zdawał się mówić, wszystko jest w książkach. Cierpliwie prowadził rozmówców i słuchaczy przez miejsca i czasy, wzdłuż kręgosłupa Sanu, w doliny Wiaru i Tyrawki. I opowiadając o historii i teraźniejszości tych miejsc dawał nam odpowiedź – jak jest, co jest, i co być może w Ruskiej Wsi, Dubiecku, Nienadowej, Krzywczy, Siwnicy, Dobrej, Grąziowej, Jureczkowej, Rybotyczach, Nowosielcach Kozickich, Trzciańcu, Tyrawie Wołoskiej, Stańkowej, Krasiczynie i wielu innych wsiach i miasteczkach Pogórza Przemyskiego, które, jak stanowczo zaznacza we wstępie do „Okaleczonego pogranicza”, dla niego rozciąga się od Przemyśla na północy do linii kolejowej Zagórz – Łukawica – Ustrzyki Dolne – Krościenko, na południu.
Wyimki z „Pogórze Przemyskie. Okaleczone pogranicze”:
O zwrot zamku [w Krasiczynie] stara się Michał Sapieha. Pewnym postępem w tej sprawie jest uchylenie w 2013 r. przez Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie decyzji ministra transportu, iż zamku nie można zwrócić z powodu „nieodwracalnych skutków prawnych”. Po odzyskaniu obiektu przez dawnych właścicieli ma tu powrócić kolekcja portretów Sapiehów (obecnie w Muzeum Narodowym w Przemyślu). Miała tu trafić również ich biblioteka, ale w 2013 r., w wyniku decyzji i dotacji ministra kultury i dziedzictwa narodowego Bogdana Zdrojewskiego, stała się własnością Zamku Królewskiego na Wawelu.
Polska nazwa Wiaru jest adaptacją ruskiej „Wihor”. „Latopis hipacki” w zapisie z 1152 r. podaje go w wersji „Wjahr”, co ma oznaczać krętą rzekę. Podobne słowa spotkać można w sąsiednich językach pochodzenia indoeuropejskiego.
W marcu tego roku [1945] Wojsko Polskie i milicja rozpoczęły pacyfikację sąsiedniej Grąziowej. Przebywający we wsi „Chrin” na tyle już wydobrzał, że poprowadził swoich ludzi na pomoc napadniętej wsi. Dowodzona przez niego kompania wzięła udział 21 kwietnia 1945 r. w ataku na Borownicę, w efekcie czego został zlikwidowany tamtejszy posterunek MO.
Odwiedzającym Muzeum Budownictwa Ludowego w Sanoku znana jest piękna, ulokowana w sektorze bojkowskim, cerkiew ze wsi Grąziowa. Umieszczono ją tam, choć nie pochodzi z Bojkowszczyzny, a przynajmniej nie z jej obszaru wytyczonego przez dwudziestowiecznych etnografów. Jest przykładem cerkwi typu archaicznego, tkwiącego swymi korzeniami w średniowieczu, a ten typ dominował na Bojkowszczyźnie do czasu II wojny światowej.
W połowie października 1648 r. na Grąziową i sąsiednie wsie spadł najazd tatarski wspomagany przez niewielkie oddziały kozackie. W niewolę wzięto 12 rodzin chłopskich, zrabowano bydło i konie. Ocalały 4 chałupy, młyn i 3 łany uprawne (2 zostały zrujnowane).
We wsi [w Trzciańcu] stała greckokatolicka, drewniana cerkiew parafialna pw. Narodzenia Bogurodzicy, wzniesiona w 1822 r., zapewne z fundacji Sebastiana Ostaszewskiego. Miała nawę i babiniec tej samej szerokości nakryte wspólnym, kalenicowym dachem, z dwoma hełmami. Prezbiterium było węższe i niższe, przykryte osobnym dachem, również kalenicowym. Do babińca dostawiona była prostopadłościenna wieża nakryta cebulastym hełmem. Najstarsza wzmianka o tutejszej świątyni, wtedy prawosławnej, pochodzi z 1510 r. […] Po wysiedleniach cerkiew zamieniona na magazyn uległa dewastacji i została rozebrana w 1955 r. Według informacji jednego z mieszkańców przyczynił się do tego ormowiec pochodzący z okolic Dynowa o nazwisku Sowa, mający już na sumieniu kilka innych rozbiórek cerkwi. Z pozyskanego budulca zbudowano baraki na terenie PGR-u.
Istnienie kościoła [Nowosielce Kozickie] spowodowało, że na otaczającym go cmentarzu chowani byli przedstawiciele ziemiaństwa z bliższych i dalszych wsi. W XVIII i XIX w. najbliższe kościoły znajdowały się w miejscowości Bircza, Dobromil, Jasień, Kalwaria Pacławska,Lesko, Rybotycze, Sanok, Tyrawa Wołoska i Uherce.
Podczas akcji „Wisła” w dniach 28 kwietnia – 10 maja 1947 r., z Nowosielec wysiedlono 246 osób na tzw. Ziemie Odzyskane. We wsi pozostała pewna liczba Polaków, a wśród nich proboszcz tutejszej parafii ks. Józef Ryczan. Po wysiedlonych została we wsi filialna cerkiew greckokatolicka pw. Świątyni Bogurodzicy, zbudowana w 1914 r. na planie krzyża łacińskiego, z centralną kopułą nad skrzyżowaniem naw, bardzo podobną do cerkwi w Wojtkowej. […] ks. Ryczan już w 1946 r. objął tutejszą świątynię swoją jurysdykcją. Jego następca ks. Antoni Kotyrba, odprawiał w niej msze święte. W połowie kwietnia 1953 r. dyrektor Referatu do Spraw Wyznań w Rzeszowie zażądał, by ksiądz zaprzestał użytkowania cerkwi w celach liturgicznych i by natychmiast oddał do niej klucze. Spotkało się to ze zdecydowaną odmową.
W 2011 r. we wsi mieszkało 155 osób. Tego roku 11 młodych mieszkańców Nowosielec Kozickich zrealizowało inicjatywę pod nazwą „Zanim pójdziemy w świat daleki…”, której celem było ocalenie i utrwalenie wspomnień o historii wsi. Młodzież przeprowadziła wywiady ze starszymi mieszkańcami Nowosielec Kozickich, zebrała i utrwaliła cyfrowo dawne zdjęcia, zorganizowała wystawę fotografii w świetlicy wiejskiej, a na koniec, na podstawie zebranej informacji, przygotowała publikację „Nowosielce Kozickie – Sieńkowa. Ocalone wspomnienia”.
Ocalone wspomnienia. Ocalonymi wspomnieniami nie da się prowadzić wojny, można prowadzić wojnę ze wspomnieniami, ale tu i teraz tylko dialog. Myślę, że to jest odpowiedź na ostanie niezadane pytanie Agnieszki Pieli skierowane do Stanisława Krycińskiego. Jego książki niemal na każdej stronie dają odpowiedzi, prowadzą dialog, nie wojnę.
Robert Gmiterek
Fot. Bogusław Pupiec












