Rozmowy na Pograniczu. Rozmowa jedenasta
W TYM GROBIE LEŻY STYCIAKOWA.
Z dr Urszulą Olbromską o książce O pamięci w kamieniu wyrytej… Polskie mogiły na cmentarzach pogranicza polsko-ukraińskiego rozmawiała Dorota Janiszewska-Jakubiak.
Dr Urszula Olbromska to historyczka sztuki, filolożka klasyczna, współorganizatorka „Dialogu Dwóch Kultur”, wieloletni pracownik Muzeum Narodowe Ziemi Przemyskiej, a wcześniej także Muzeum Kresów w Lubaczowie. Materiał źródłowy do swej książki, będącej rejestrem cmentarzy, zapisem pamięci kamieni w pamięci księgi zbierała podczas prac terenowych w latach 2006–2019 na cmentarzach pogranicza polsko-ukraińskiego, po stronie ukraińskiej m.in. w Sokalu, Rawie Ruskiej, Niemirowie, Krakowcu, Jaworowie.
Dorota Janiszewska-Jakubiak – wieloletnia dyrektor Instytutu Polskiego Dziedzictwa Kulturowego za Granicą „Polonika”, z wykształcenia historyk sztuki, od lat pracuje na rzecz polskiego dziedzictwa kulturowego poza granicami kraju. Od 1994 r. pracowała w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Od 2007 r. była naczelniczką Wydziału ds. polskiego dziedzictwa kulturowego za granicą, a w latach 2011–2017 była zastępcą dyrektora Departamentu Dziedzictwa Kulturowego za Granicą i Strat Wojennych MKiDN. Autorka i redaktorka publikacji, organizatorka konferencji, a także konsultantka wystaw i filmów oraz członek Rady Muzeum im. Kazimierza Pułaskiego w Warce, Rady Muzeum Azji i Pacyfiku w Warszawie, Rady Międzynarodowego Centrum Kultury w Krakowie i Kapituły Nagrody „Przeglądu Wschodniego”.
Celem jaki przyświecał opracowaniu niniejszej publikacji, było zachowanie pamięci o jak największej liczbie polskich mieszkańców rejonu przygranicznego.
To zdanie zaczerpnięte z książki Urszuli Olbromskiej pojawiało się jak refren w rozmowie o cmentarzach, na których prochy polskich przodków spoczywają, było mottem całej rozmowy i wydaje się, że też wieloletniego działania (od 2016 do 2022 r.), jakimi była inwentaryzacja cmentarzy po ukraińskiej stronie polsko-ukraińskiej granicy zainicjowana przez Polonikę, pod kierownictwem jej ówczesnej dyrektor pani Doroty Janiszewskiej-Jakubiak. Inwentaryzacji, dodajmy niepełnej, gdyż obejmującej tylko groby polskie lub za takie uchodzące ze względu na nazwiska wyryte w kamieniu i język inskrypcji nagrobnych. To ważne, że takie zadanie postawiła przed sobą autorka publikacji. Polskie groby po tamtej stronie kordonu pozostawione bez opiekunów najszybciej znikają z przestrzeni cmentarza, jeśli nie znajdują pomocnych dłoni wśród dzisiejszych mieszkańców, czy też nie znajdują się np. w Niemirowie, gdzie szczęśliwie, systematycznie przeprowadzane są prace „ratunkowe”, pielęgnacyjne przez zorganizowane grupy społeczników i wolontariuszy z Polski, to za kilkanaście lat jedyny ślad po STYCIAKOWEJ zostanie w książce „O pamięci w kamieniu wyrytej…”.
Czy to nie paradoks, że kamień, na którym nasi przodkowie pragnęli przejść do wieczności, okazuje się mniej trwały niż papier? Inskrypcje zostały zatarte, porcelany portretowe rozbite, tablice epitafijne zdarte i potrzaskane, kamień nagrobny przewrócony i zarośnięty bluszczem. Tylko cierpliwe oko i dłonie późniejszych o wiek wizytariuszy-inwentaryzatorów przenoszących na papier, utrwalających na zdjęciach ostatnie, czytelne ślady zmarłych dają świadectwo ich istnieniu.
Chyrów, Dobromil, Felsztyn, Janów, Jaworów, Krakowiec, Lipniki, Mościska, Niemirów, Niżankowice, Nowe Miasto, Rawa Ruska, Sokal, Stary Sambor, Sadowa Wisznia, Wereszyca, Komarno i wiele innych, nieodkrytych, bo zakrytych przez czas i już nieczytelnych dla współczesnych oczu. Nie tylko kamienne figury, ale i drewniane i metalowe krzyże i kaplice. Nie tylko te, które widać na powierzchni, ale i te pogrążone w ziemi. Bo cmentarz jest wszędzie tam, gdzie prochy czyichś przodków spoczywają. Chciałoby się podnieść te wszystkie cmentarze, zrekonstruować, naprawić ich wszystkie nagrobki, niestety jest to niemożliwe, bo jest ich tak wiele, tak wszędzie, że tylko wybrane doczekają się podniesienia. Dlatego inwentaryzacja, zapis, papier, książka, to jedyny sposób, by ocalić od zapomnienia jak najwięcej bezimiennych STYCIAKOWYCH. W książce, w egzemplarzach obowiązkowych bibliotek, w Bibliotece Narodowej, na półkach leży ich wieczne spoczywanie.
Cmentarz to miejsce szczególne, przeznaczone na wieczny spoczynek doczesnych szczątków zmarłych. Jest to wytyczony, oznaczony, zorganizowany przestrzennie teren grzebalny, z infrastrukturą będącą nośnikami znaczeń wyrażanych przez niego treści kulturowych. Każdy z grobów, wyodrębnionych z tejże przestrzeni „w zwyczajowej formie wizualnej” zawiera komunikat o zmarłym, a także określa jego miejsce we współczesnej mu społeczności. Cmentarz jest zatem pewnego rodzaju „księgą pamięci”, a każdy z grobów jej kartą.
Książka Urszuli Olbromskiej, o której rozmawialiśmy jest wydana porządnie. Format, szorstka jak kamień okładka, światło stron, czcionka, zdjęcia, bibliografia, indeksy, przypisy nie mają sobie nic do zarzucenia i w formie i w treści. To dobra, porządna książka, jakże niepodobna do tych cmentarzy, z których pochodzi. W większości, to cmentarze wiejskie, małomiasteczkowe, bo na ścisłym pograniczu polsko-ukraińskim w obszarze badanym przez autorkę prawdziwych miast niewiele, a ich skostniała, zatrzymana przynajmniej w polskiej części „zwyczajowa forma wizualna” opiera się na kamieniarce bruśnieńskiej, krzyżach „rurowych” i szczątkowych drewnianych, z rzadka usiana bogatszymi kaplicami grobowymi, czy dziełami lwowskich czy przemyskich warsztatów kamieniarskich (Eutele, Schimser). Wiele w nich wcześniejszego pomieszania kulturowego, spotęgowanego przez powojenne wysiedlenie, opuszczenie i zasiedlenie przez nowych, tutejszych-innych, niezakorzenionych jeszcze. Wiele w nich nieporządku. Może dlatego Autorka za wszelką cenę go szuka. Stara się w obecnym kształcie cmentarzy odnaleźć ich pierwotne założenie. Jest to jednak trudne i można to zrobić tylko cząstkowo. Autorka wydaje się być z tym pogodzona i nie ukrywa jak niepełny obraz konstruuje, jak szczątkowa jest zebrana przez nią pamięć. Nie jest to, jak sama przyznała, bo być nie może, monografia pamięci wyrytej w kamieniach pogranicza, to jedynie fragmenty, na postawie których możemy w przybliżeniu wyobrazić sobie całość.
JAK WCZEŚNIE NADESZŁO TO LATO
W KTÓRYMŚ NAS PORZUCIŁ
ACH DZIATKI TO DOBRY WASZ TATO
WIECZNIE NAS ZASMUCIŁ
Inskrypcja z nagrobka Mateusza de Janiszewskiego na cmentarzu w Niemirowie
To, co nas zasmuca, ale nie dziwi w dzisiejszych cmentarzach pogranicza polsko-ukraińskiego, dla których lato skończyło się we wrześniu 1939 r., to ich stan na wpół dziki, na wpół ruderalny. Dwa takie cmentarze są bardzo charakterystyczne (choć równocześnie odmienne) dla całego obszaru objętego inwentaryzacją: małomiasteczkowy w Rawie Ruskiej i „wydarty lasowi” w Wereszycy. Kto był w lecie na cmentarzu komunalnym w Rawie Ruskiej ten nie zapomni widoku dzikich, bujnych, zielonych wysp polskich grobów, wystających z morza uporządkowanych, utrzymanych nagrobków ukraińskich. A kto był w Wereszycy ten nie dziwi się, że cmentarz został sam porzucony w lesie, ogołocony z nagrobków, a nagrobki (wszystkie, polskie i ukraińskie), aby ocalić pamięć w nich zapisaną, leżą na nowym, oczyszczonym miejscu bez grobów.
Doszukując się genezy typu ikonograficznego krzyża, stanowiącego przewagę w produkcji warsztatów w XIX wieku, a którego pierwsze realizacje sięgają w tym ośrodku [Brusno Stare] prawdopodobnie już XVI wieku, należy zwrócić uwagę na uniwersalność tego wzoru. Ten rodzaj upamiętnienia występował często na terenie wschodnio-europejskiego kręgu kulturowego. Za przykład mogą posłużyć choćby opolskie krzyże pokutne, wołyńskie, nagrobne krzyże kamienne ( jak na domniemanym cmentarzu kozackim w Krzemieńcu), krzyże podlaskie i inne. Krzyże bruśnieńskie występujące na cmentarzach Roztocza – rozciągającego się obecnie po obu stronach granicy – są wymownym świadectwem jednolitości tego obszaru kulturowego.
Należy podkreślić, że krzyże i nagrobki bruśnieńskie w innych formach stanowią wspólne dziedzictwo kulturowe wszystkich narodowości zamieszkujących rejon przygraniczny.
Nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy w rozmowie o pamięci w kamieniu wyrytej na pograniczu-polsko ukraińskim nie poruszyli problemu fenomenu kamieniarki bruśnieńskiej, w którym to poruszeniu sekundowała nam sama Autorka, umieszczając w książce rozdział O krzyżach w Bruśnie łamanych. Zauważyliśmy w ferworze dyskusji o Bruśnie, że nie ma dotąd żadnej kodyfikacji, żadnego monograficznego ujęcia kamieniarki bruśnieńskiej. Wszystkie informacje są przypuszczalne, szczątkowe i rozproszone. Autorka powołuje się w książce na kilka podstawowych prac m.in. Janusza Mazura, Kresowe dziedzictwo. Kamieniarstwo bruśnieńskie, Brusno nie(istnienie) w kamieniu, pod redakcją Olgi Solarz, Stanisława F. Gajerskiego, Materiały żródłowe tyczące historii bruśnieńskiego ośrodka kamieniarskiego okresu gospodarki folwarczno-pańszczyźnianej, Stefana Lwa, Ludowy ośrodek kamieniarski w Bruśnie pow. Lubaczów., Tomasza Roga, Grzegorz Kuźniewicz, artysta z Brusna Starego,Krzysztofa Wolskiego, Z badań nad kamieniarstwem ludowym na Roztoczu. Jednak podczas próby ujednolicenia zawartych tam informacji, powstało wiele niezamierzonych dysonansów. Jeszcze raz okazało się, że fenomen kamieniarki bruśnieńskiej jest trudny do uchwycenia i czeka na swój złoty wiek i autora / autorów, którzy ostatecznie nakreślą formę i ramy tego fenomenu. Ostatecznie jednak winniśmy pamiętać, o co tak naprawdę w tym wszystkim chodzi, i w sztuce sepulklarnej, i w sztuce pisania i rozmawiania o niej chodzi o pamięć, o świadomość, że to sztuka służebna w stosunku do pamięci. Pamiętajmy więc o książce Urszuli Olbromskiej, bo gdyby nie ona nikt nie wiedziałby, gdzie leży STYCIAKOWA.
Wszystkie cytaty pochodzą z książki O pamięci w kamieniu wyrytej… Polskie mogiły na cmentarzach pogranicza polsko-ukraińskiego Urszuli Olbromskiej.
Partnerem przy organizacji spotkania z dr Urszulą Olbromską był Narodowy Instytut Polskiego Dziedzictwa Kulturowego za Granicą Polonika.
Robert Gmiterek
Fot. Tomasz Michalski







































